Rozdział XXVIII
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Ojciec Wyszoniek obawiał się nawet, czy i po powtórnym rozbudzeniu nie chwyci Juranda dur i nie odejmie mu na długo przytomności. Tymczasem obiecał księżnie i Zbyszkowi, że im da znać, gdy stary rycerz przemówi, a po ich odejściu sam udał się na spoczynek. Jakoż Jurand rozbudził się dopiero w drugie święto przed samym południem, ale za to zupełnie przytomny. Księżna i Zbyszko byli przy tym obecni, więc on, siadłszy na łożu, spojrzał na nią, poznał i rzekł:

- Miłościwa pani... Dlaboga, tom ja w Ciechanowie?

- I przespaliście święto - odrzekła pani.

- Śniegi mnie przysypały. Kto mnie zratował?

- Ten rycerz: Zbyszko z Bogdańca. Pamiętacie, w Krakowie...

A Jurand popatrzył chwilę swoim zdrowym okiem na młodzieńca i rzekł:

- Pamiętam... A gdzie Danuśka?

- Nie jechała przecie z wami? - spytała z niepokojem księżna.

- Jakże miała ze mną jechać, kiedy to ja do niej jechał? Zbyszko i księżna spojrzeli po sobie w mniemaniu, że to jeszcze gorączka mówi przez usta Jurandowe, po czym pani rzekła:

- Ocknijcie się, na miły Bóg! Nie było-li z wami dziewczyny?

- Dziewczyny? Ze mną? - spytał ze zdumieniem Jurand.

- Bo wasi ludzie poginęli, ale jej między nimi nie znaleźli. Czemuścieją ostawili w Spychowie?

Ów zaś powtórzył jeszcze raz, ale już z trwogą w głosie:

- W Spychowie? Toć ona przy was, miłościwa pani, nie przy mnie!

- Przecie przysłaliście po nią do leśnego dworca ludzi i pismo!

- W imię Ojca i Syna! - odpowiedział Jurand. - Zgoła po nią nie posyłałem.

Wówczas księżna przybladła nagle.

- Co to jest? - rzekła - zali wyście pewni, że przytomnie mówicie?

- Na miłosierdzie boskie, gdzie dziecko? - zawołał, zrywając się, Jurand.

Ojciec Wyszoniek, usłyszawszy to, wyszedł pospiesznie z izby, a księżna mówiła dalej:

- Słuchajcie: przybył poczet zbrojny i pisanie od was do leśnego dworca po Danuśkę. W piśmie było, że was belki w pożarze przytłukły... żeście na wpół oślepli i że chcecie dziecko widzieć... Wzięli Danuśkę i pojechali...

- Gorze! - zawołał Jurand. - Jako Bóg na niebie, tak ni ognia nijakiego w Spychowie nie było, ni ja po nią nie posyłałem!

Udostępnij

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 - 


  Dowiedz się więcej
1  Maćko z Bogdańca – charakterystyka
2  Henryk Sienkiewicz – biografia
3  Krzyżacy - plan wydarzeń



Komentarze
artykuł / utwór: Rozdział XXVIII







    Tagi: